Joga uskrzydla
- Byłam kiedyś straszną fajtłapą, dziewczyną z kompleksami, niepewną siebie, znerwicowaną. Joga całkowicie odmieniła moje życie - wspomina Beata.
Kiedy kilka lat temu zatroskany tata spytał mnie: "Dziecko, a co ty zamierzasz robić, jak stuknie ci pięćdziesiątka? Dalej będziesz stać na głowie i wyczyniać te wszystkie wygibasy?". Oczywiście! - odpowiedziałam. - Przecież tajemnica jogi polega także na tym, że sprzyja jej czas. Można mieć osiemdziesiąt lat, a sprawnością przewyższać wysportowanego nastolatka.
Czy trzeba mieć jakieś wrodzone zdolności, żeby dojść w jodze do takich rezultatów, jakie osiągnęłam?
W Indiach porządnie dostałam w kość
Uśmiecham się, ilekroć słyszę takie pytania. Ci, którzy mnie znają od dziecka, wiedzą, jaką byłam okropną fajtłapą. W szkole z największym trudem przeskakiwałam przez kozioł, a w biegach miałam najgorszy czas. Na lekcjach wuefu nikt nie chciał ze mną ćwiczyć w parze ani grać w siatkówkę. Byłam święcie przekonana, że taki mój los i nic się nie może zmienić.
O mojej największej życiowej przygodzie zadecydował chyba przypadek. Po maturze dostałam się na anglistykę, ale dość szybko zdradziłam ją dla filologii indyjskiej. Zawsze interesowały mnie języki obce, chciałam ich poznać jak najwięcej. Dziś - oprócz angielskiego - znam sanskryt, hindi, urdu, francuski, trochę hiszpański i arabski.
Studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim. Byłam na drugim roku, gdy ktoś ze znajomych zaprosił mnie na zajęcia jogi. Z trudem opanowałam lenistwo i powlokłam się na salę. Potem pojawiłam się tam jeszcze dwa razy i ... już nie mogłam przestać. Nie przyciągały mnie mordercze dla mnie ćwiczenia, lecz to, co działo się później. Szybko odkryłam, że ta trochę znerwicowana, rozbita dziewczyna, jaką byłam do tej pory, po każdych zajęciach zamienia się w pełną wewnętrznego spokoju, radosną i pewną siebie kobietę. I wtedy uzmysłowiłam sobie, że ten opracowany przed tysiącami lat skomplikowany system ćwiczeń rozciągających, oddechowych i relaksacyjnych służy czemuś więcej niż tylko rozwojowi mięśni.
Zaczęłam ćwiczyć bardzo regularnie, jeździłam na wszystkie obozy. Pewnego dnia mój nauczyciel spytał, czy nie chciałabym zobaczyć, jak uczą jogi w Indiach. W pierwszej chwili zaniemówiłam. Wiedziałam, że Europejczyk, który chce się dostać do słynnego instytutu hinduskiego jogina Iyengara, musi czekać nawet kilka lat, a tu taka propozycja!
Pakowałam plecak z duszą na ramieniu. Byłam już wcześniej w Indiach, ale jako turystka. Teraz chodziły mi po głowie różne myśli. Mam przemierzyć tysiące kilometrów tylko po to, żeby ponad 70-letni jogin znęcał się nad moim ciałem?
Dotarłam na miejsce i zaczęło się. Przez sześć miesięcy, dzień po dniu, razem z innymi uczniami z czterech kontynentów, zgłębiałam tajniki najtrudniejszej chyba metody pracy z własnym ciałem. Robiłam rzeczy, które wcześniej wydawały mi się po prostu niemożliwe. Nauczyłam się stawać na głowie, na rękach, na przedramionach. Czasami, okupując wysiłek łzami, dochodziłam do wniosku, że moje ciało stało się jak z gumy. Zarazem im więcej ćwiczyłam, tym więcej było jeszcze do zrobienia. Niektóre pozycje jogini dopracowują przez całe życie! Zachowują dzięki temu zdrowie, pogodą ducha i jakąś wewnętrzną jasność przez długie lata. Mają w sobie spokój i wyciszenie, o jakim my - zagrożeni, zestresowani Europejczycy - możemy tylko marzyć.
To nie żadna magia ani religia
Do Krakowa wróciłam zupełnie odmieniona. Znajomi pytali, co się stało, że promienieje ze mnie taka radość. Namawiałam ich, żeby sami zaczęli trenować jogę. To nie żadna magia ani religia, tylko ciężka harówa, dzięki której nasze ciało i umysł wracają do pierwotnej równowagi - przekonywałam. Szybko zgromadzili się wokół mnie początkujący adepci tej sztuki.
" Beata, jesteś jedyną Polką i jedną z niewielu Europejek, które uczyły się w instytucie Iyengara. Dlaczego nie miałabyś założyć własnej szkoły Jogi"? - zapytał mnie w końcu któryś z przyjaciół. Kupiłam ten pomysł i cztery lata temu przyjęłam pierwszych uczniów. Ćwiczą ze mną ludzie młodzi i starzy, zdrowi i schorowani. 70-lekarkę joga wyleczyła z bezsenności, młody rencista pozbył się kłopotów z kręgosłupem. Wszyscy mówią, że joga odmieniła ich życie, dała im pogodę ducha. I to jest właśnie najpiękniejsze, co mogło mi się przydarzyć.
autor : A. Jelska